| Wizyta Dragona |
|
|
|
14 Lutego 2009 r. mieliśmy zaszczyt gościć w naszym mieście majora Zbigniewa Makowieckiego. Urodzony w 1917 roku, przedwojenny oficer 1 Pułku Szwoleżerów oraz 3 Pułku Strzelców Konnych, w którego składzie, jako dowódca plutonu, brał udział w wojnie obronnej w 1939 roku. W boju praktycznie do końca, do walk Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" pod Kockiem-za przebytą kampanię odznaczony został Krzyżem Walecznych. Z niemieckiej niewoli (a był więziony m. in. w słynnym, surowym zamku Colditz), trafił major Makowiecki do 10 Pułku Dragonów. Został wybrany przez jego dowódcę, podpułkownika Władysława Zgorzelskiego, wyszukującego dobrych oficerów do uzupełnień po przebytej kampanii w latach 1944-45. W nowym pułku dragonów ("był to najlepszy pułk, w jakim służyłem", wspomina Pan Major), w tak nowoczesnym oddziale, został dowódcą plutonu w 2 szwadronie. Po przebyciu dwuletniej służby okupacyjnej, osiadł na Wyspach Brytyjskich, w Londynie. Od 1947 roku, od zawiązania Koła Pułkowego 10 Pułku Dragonów, jest jego aktywnym członkiem, wieloletnim redaktorem Komunikatu Koła Pułkowego "Dragoni Naprzód!", a w ostatnich latach również prezesem. Major Makowiecki to również zaangażowany kawalerzysta, v-ce prezes Zrzeszenia Kół Pułkowych Kawalerii II Rzeczpospolitej z siedzibą w Londynie. Tyle biogramu, tyle informacji. Ale przecież nie one, choć dają pewne wyobrażenie, nie oddają charakteu człowieka. Z Panem Majorem kontakt utrzymujemy od początku 2007 roku. Pierwszy raz ujrzał nas w mundurach na Military Odyssey 2007 w Detling. Wtedy, gdy podopinani na wszystkie guziki, z wypolerowanymi butami i sprzączkami, najlepiej, jak potrafiliśmy, zaprezentowaliśmy się zwartym oddziałem. Major dokonał przeglądu, po czym spędziliśmy długie chwile na rozmowach, zadawaniu pytań, wspomnieniach. Szczególnie zaszczyceni poczuliśmy się, gdy pozostawił w naszej pamiątkowej księdze obszerny wpis, pochlebnie wyrażający się o naszej prezencji i staraniach ku możliwie najwierniejszemu odtworzeniu prawdziwych dragonów. W dowód tych wysiłków Pan Major wręczył nam, niewiele ponad rok później, w miejscu odrodzenia się tradycji dragońskich, w Świętoszowie, na święcie 10 batalionu zmechanizowanego Dragonów, patent uprawniający do kultywowania barwy oraz tradycji pułkowych. I teraz, w lutym, spotkaliśmy się w Poznaniu, w Muzeum Broni Pancernej (szczególne podziękowania dla kapitana Ogrodniczuka i majora Szulejko), gdzie w pomieszczeniach starej kuźni, z sarmackimi napierśnikami i szablami w tle, Pan Major znów uraczył nas wojennymi historiami, pełnymi dramaturgii, wzruszeń, ale przede wszystkim: bardzo życiowymi, ludzkimi, takimi, jakie mogły przytrafić się każdemu. Za to właśnie Pana Majora tak szanujemy; za skromność i szczere opowiadanie o tych trudnych, wyjątkowych czasach. Czekamy na kolejne spotkanie. Pan Major jest w świetnej formie, mamy kolejne plany, pomysły... Do zobaczenia! Zdjęcia autorstwa Tomasza Szulejki i Zbigniewa Okuniewskiego |
W naszej działalności uchwyciliśmy historie dwóch jednostek: poprzednika i następcy. Pierwsza z nich, to dywizjon rozpoznawczy 10. Brygady Kawalerii, pierwszej wielkiej polskiej jednostki zmotoryzowanej, słynnej Czarnej Brygady. Druga – jego emigracyjny spadkobierca, 10. Pułk Dragonów, owiany chwałą, odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari, nowoczesny pododdział wojsk zmechanizowanych.