| Rotmistrz Witold Deimel: pro memoria |
|
|
|
Stojąc w piątkowe popołudnie nad grobem Rotmistrza, wspomnieliśmy wspólnie spędzone chwile. I nie o liście odznaczeń, nie o przebiegu wojskowej służby, nie o metrykach chcemy tu napisać. Chcemy naszkicować postać Rotmistrza taką, jaką ją poznaliśmy.
Pierwszy raz spotkaliśmy się w londyńskim POSK-u na Hammersmith w roku 2007. Początki nie były łatwe. Rotmistrz Deimel z właściwą dla siebie celnością wypowiedzi oraz szczerością dał do zrozumienia, że nie będzie łatwo. Że droga do solidnego odtwórstwa żołnierzy 10. Pułku Dragonów to nie spacerek. To ciężka praca nad sobą, by dumnie i zasłużenie nosić pułkowe barwy.
Dalej bywało różnie-Rotmistrz nie omieszkał wytknąć mało aktywnych działań, nieodpowiedniej liczby piór na dywizyjnych wiewiórach czy też braku numeru 54 na dragońskim Willysie. Coraz więcej jednak dostrzegał i chwalił postępy. Cieszył się, widząc grupę entuzjastów ubranych w mundury jego ukochanego Pułku. A my z zapartym tchem słuchaliśmy Jego wspomnień spod Chambois, z Doliny Śmierci. Zawsze dodawał przy tym coś humorystycznego, coś ozdobionego trafną puentą. Tęsknił za Polską, za polskimi specjałami, z salcesonem czy też zmrożoną Wyborową na czele. Ostatni raz widzieliśmy się w Bielsku-Białej, na Światowym Zjeździe Maczkowców w październiku 2008 roku. Ustawiliśmy się w szeregu, wyprężeni, meldując się Rotmistrzowi wzorcowo. Cieszył się. I ten uśmiech, i ta pochwała z Jego ust, to swoiste memento, by nie ustawać w dążeniu do możliwie najwierniejszego odtwarzania, jak On i inni Dragoni żyli blisko 70 lat temu. |
W naszej działalności uchwyciliśmy historie dwóch jednostek: poprzednika i następcy. Pierwsza z nich, to dywizjon rozpoznawczy 10. Brygady Kawalerii, pierwszej wielkiej polskiej jednostki zmotoryzowanej, słynnej Czarnej Brygady. Druga – jego emigracyjny spadkobierca, 10. Pułk Dragonów, owiany chwałą, odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari, nowoczesny pododdział wojsk zmechanizowanych.